Pacjent nie pyta, lekarza gubi rutyna – wywiad

Pacjent nie pyta, lekarza gubi rutynaPacjent nie pyta, lekarza gubi rutyna - wywiad – tak krótko można streścić rozmowę ze mną, która ukazała się w magazynowym wydaniu Nowości (gazeta wydawana w Toruniu, z którym byłam związana przez wiele lat) w piątek 3.02.2017 r.

Pretekstem do rozmowy była śmierć dziewczynki, której zbyt późno udzielono właściwej pomocy. O tej sprawie pisałam w swoim poprzednim poście.

Poniżej treść rozmowy:

Przychodzi do Pani klient lub klientka i mówi: Proszę się zająć tą sprawą. Lekarze popełnili błąd. Jakie to zazwyczaj sytuacje?
Bardzo często w rodzinie jest wielki żal, że pacjentem zaopiekowano się niewłaściwie np. zbyt długo czekał na SORze,  odsyłano go od lekarza do lekarza, wcześniej było pogotowie. Słyszymy o przypadkach, że pacjent jest wypisywany do szpitala​,​ a po tygodniu do niego wraca i umiera. Pojawia  się więc pytanie: Czy przy  tym pierwszym pobycie leczenie było właściwe i czy należało pacjenta ​ze szpitala ​wypisać? Rodzina ma wątpliwości i od razu zarzuca lekarzom błąd, ale trzeba powiedzieć, że nie w każdej sprawie ten błąd ​medyczny ​występuje. Bywa też tak, że pacjent mógł chorować na chorobę, która nie była leczona, była gdzieś przegapiona, a lekarz pierwszego kontaktu nic nie zauważył i nie skierował ​pacjenta choćby ​na badania.
Czy jeśli podejrzewa się, że lekarze popełnili błąd i doszło do śmierci pacjenta, to sekcja zwłok to potwierdzi?
Nie na wszystkie pytania odpowie sekcja zwłok. Sekcja powinna nam odpowiedzieć, na co pacjent zmarł. Może też dać odpowiedź czy były jeszcze jakieś stany chorobotwórcze  wewnątrz ciała​.
W środę taka sekcja została przeprowadzona u 7-letniej Nikoli. Dziewczynka zmarła w szpitalu w Chełmży. Wcześniej była leczona przez kilka dni na tzw. jelitówkę. Przygląda się Pani tej sprawie. Myśli Pani, że ten przypadek można zakwalifikować jako błąd medyczny?
 Nie znam wszystkich szczegółów tej sprawy​, nie widziałam dokumentacji medycznej​, ale wydaje mi się, że tu problemem może być błąd diagnostyczny lub terapeutyczny. Pojawia się np. pytanie, czy gdyby dziewczynka zażyła lek przepisany od lekarza na pogotowiu, to  dziś by żyła? Rodzice zasugerowali się opinią pierwszego lekarza.  Biegli będą mieli ciężki orzech do zgryzienia.
Dziecko podczas tej pierwszej wizyty nie miało robionych żadnych badań. Pani doktor od razu przepisała leki. Lekarzy gubi rutyna?
To jedna rzecz, ale warto powiedzieć o przepracowaniu. To kwestia przemęczenia, tego, że  lekarze nie mają zapewnionych 11 godzin​ ciągłego​odpoczynku.  Lekarzy​, a szerzej – personelu medycznego​też brakuje. W tym momencie o błąd, czy zaniedbanie jest łatwo. Prawnicy zajmujący się sprawami medycznymi​ nie są lekarzami, nie mają wiedzy medycznej, ale zajmując się takim sprawami powoli ją nabywają. Jeśli pacjent nie miał ​zrobionych np.​podstawowych badań to już można mówić o jakimś ​zaniechaniu.
Kilka dni temu pisaliśmy o sprawie chłopca, którego rodzice walczą o odszkodowanie, ponieważ w dzieciństwie stracił jądro. Lekarka nie zleciła usg. To jest powód, dla którego warto walczyć?
Jak najbardziej. Jeżeli standard postępowania mówi, że należy zrobić usg, a tego usg nie było, to jest to błąd w sztuce. Gdyby usg  było zrobione ,a  wynik byłby niejednoznaczny, to być może chłopiec nie straciłby tego jądra. Problem jest, bo chodzi o płodność.
Dlaczego lekarze nie zalecają podstawowych badań? Z drugiej strony, dlaczego pacjenci sami ich nie egzekwują? Jesteśmy za mało wyedukowani?
Może nie za mało wyedukowani. Jeśli  pacjent  albo jego rodzina  są ​dociekliwi, to są gorzej traktowani w szpitalu.  W Polsce wielu lekarzy ma podejście, że to  oni wiedzą najlepiej i są osobami decydującymi. Pacjent  ma się nie wtrącać i przyjmować wszystkie zalecenia. Nie ma u nas bezpośredniej komunikacji lekarz – pacjent. Co więcej, jeśli lekarz udziela informacji to odbywa się to na zasadzie: Zrobimy to, trzeba podać to.  Nie ma pokazanych alternatyw, że można zrobić takie badanie, czy skierować pacjenta do innego szpitala. Nie każdy lekarz tak postępuje, ale  z czegoś te błędy, czy zaniechania wynikają.
Jakie sprawy związane z kwestiami medycznymi Pani prowadziła?
Jakiś czas temu wygrałam sprawę przeciwko szpitalowi niedaleko Torunia.  Chodziło o kwestie okołoporodowe i złe potraktowanie pacjentki. Ginekolog nie dopełnił swoich obowiązków i został skazany. Już tam nie pracuje.  Teraz mam np.​ sprawę​ związaną z powikłaniami po bardzo prostej operacji zaćmy, ​jest coraz więcej spraw związanych​ z medycyną estetyczną, co więcej z ginekologią estetyczną. Najwięcej jest takich spraw, ​gdzie pacjent teoretycznie zdrowy wchodzi do szpitala, a po tygodniu, czy dwóch umiera.
To trudne sprawy?
Tak, ponieważ często takie sprawy długo trwają i wywołują potężne emocje u osób na sali sądowej, które muszą wrócić do traumatycznych przeżyć.  Słuchanie lekarzy, którzy bardzo często nie poczuwają się do winy i nie powiedzą zwykłego słowa przepraszam, sprawia, że burzy się krew w żyłach.

 

Dodaj komentarz