Iść do mediów, czy nie?

Szacuje się, że rocznie w Polsce popełnia się nawet do 20 tysięcy błędów medycznych – związanych z leczeniem.

Po ostatnich medialnych doniesieniach wiele osób zastanawia się, czy starać się upubliczniać swoje sprawy. Mam klientów, którzy poważnie rozważają nagłośnienie swojego przypadku. Liczą, że szum medialny pomoże nam w szybszym rozwiązaniu sprawy.

Czy to dobry pomysł?

We wczorajszej Rzeczpospolitej w artykule Śledczy na sprytnego lekarza Katarzyna Nowosielska porusza problem fałszowania dokumentacji medycznej.

Problem wypłynął właśnie po ujawnieniu nieprawidłowości w placówce we Włocławku. Być może gdyby nie zainteresowanie prasy i tv nie byłoby tam szybkiej kontroli zleconej przez Ministra Zdrowia (efekt: zapowiedziane kontrole w całym kraju) i podjęcia działań przez prokuraturę – z urzędu.

W artykule czytamy:

– Fałszerstwa się zdarzają – przyznaje śledczy jednej z warszawskich prokuratur. Dlatego radzi, by najlepiej w ogóle nie zgłaszać żądań w lecznicy, tylko przyjść jak najszybciej do prokuratury i złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. – Wysyła się wtedy  do szpitala policję z żądaniem wydania rzeczy. Ta zabezpiecza dokumentację, a zaskoczony personel nie ma  już szans  jej zmienić – tłumaczy.

To prawda. Ale niestety mam też przykre doświadczenia z prokuraturami, zwłaszcza z tymi w mniejszych miejscowościach. Zdarza się, że prokuratura umarza postępowanie po zebraniu dokumentacji medycznej, przesłuchaniu rodziny i personelu medycznego, nie posiłkując się nawet opinią biegłych.

Są też prokuratorzy, którzy nie widzą nic złego w tym, że pacjentom daje się do podpisu np.  zgodę blankietową – “bo skoro pacjent stawił się na zabieg, to o nim wiedział”, a w przerabianiu dokumentacji medycznej nie widzą nic złego “bo zabieg był zgodnie ze sztuką”. A to, że pacjentowi wykonano zabieg bardziej inwazyjny, niż ten, który był planowany prokuratora nie interesuje.

Prawnicy zajmujący się błędami medycznymi przyznają jednak, że nie tylko pacjenci, ale nawet sądy mają problem z wydostaniem dokumentacji ze szpitali.

– Bywa tak, że sąd wzywa kilka razy, aby dostarczył pełną dokumentację. I nie wiadomo, czy w tym czasie szpital jej nie zmienił lub czegoś z niej  nie wyjął – mówi radca prawny Katarzyna Przyborowska.

Być może upublicznienie danej sprawy  sprawi, że śledczy się lepiej nad nią pochylą, a pacjent w boju ze szpitalem będzie miał łatwiej.

Trzeba jednak pamiętać, że samo nagłośnienie to dopiero początek i nie oznacza automatycznej wygranej. Sprawę trzeba jeszcze wygrać przed sądem cywilnym, a przypadku postępowania karnego prokurator wpierw musi napisać akt oskarżenia, a sąd uznać kogoś winnym.

5 myśli nt. „Iść do mediów, czy nie?”

  1. Marcin Łapiński napisał(a):

    Decyduje chyba o tym, tylko i wyłącznie indywidualne podejście. Można tak zrobić, ale nie koniecznie trzeba.

  2. rek napisał(a):

    zastanawiam się czy to nie jest jedyna droga żeby zwrócić uwagę na to zjawisko

  3. polkrisss napisał(a):

    Patrząc w ostatnim okresie na podejście lekarzy do pacjenta to na prawdę ręce opadają. Dlaczego zatem mamy odpuścić lekarzowi, który dopuścił się kardynalnych błędów kosztem naszej rodziny. Jestem za nagłaśnianiem takich spraw.

  4. Ada napisał(a):

    Nie powinno tak być, że pacjent musi walczyć o swoje prawa na forum publicznym 🙁

  5. Adam napisał(a):

    Według mnie warto nagłaśniać takie sprawy, ponieważ jak widać na przykładzie obecnych wydarzeń (koczujące matki niepełnosprawnych dzieci w Sejmie), przynosi to efekty, a przynajmniej zwraca uwagę osób odpowiedzialnych za najważniejsze decyzję na skalę problemu. Może to akt desperacji, ale za to bardzo skuteczny. Czasami nie ma innego wyjścia, a metody te są o tyle skuteczne, że nie ma możliwości zaściankowej komunikacji. Tutaj wszystko jest na lifie, dzięki czemu jest szansa, że sprawa ta nie zostanie odłożona w kąt.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *