O komisjach ds. orzekania o zdarzeniach medycznych – kolejny raz

W najnowszym numerze dwutygodnika Medical Tribune przeczytałam ciekawą rozmowę z dziekanem ORA we Wrocławiu – mec. Andrzejem Malickim. Dotyczyła ona komisji ds. zdarzeń medycznych.

Pan mecenas bronił tej formuły dochodzenia roszczeń przez pacjentów lub ich bliskich, stanowią bowiem swoisty rodzaj sądu polubownego. Jako argument “za” podaje możliwość uzyskania wstępnej opinii lekarsko-prawnej (orzeczenie komisji), a czasami nawet opinię lekarza biegłego, na którą nie czeka się na nią latami (jak to bywa w sądach).

Ten argument uważam za częściowo trafny. Jeżeli w swoim orzeczeniu komisja potwierdzi zdarzenie medyczne – wnioskodawca ma łatwiejszą drogę w ewentualnym postępowaniu sądowym. Choć orzeczenie komisji dla sądu nie jest wiążące, niewątpliwie może stanowić ważny dowód w sprawie. Ale każdy kij ma dwa końce. W większości przypadków komisje orzekają, że do zdarzenia medycznego jednak nie doszło. Jeśli w takim przypadku wnioskodawca (pacjent lub jego najbliżsi) wystąpi na drogę sądową to orzeczenie takie wykorzysta jako dowód na brak błędu szpital.

Jeżeli chodzi o opinię biegłych – owszem, są one pisane szybko. Ale pośpiech i niska stawka mogą powodować, że opinie mogą wyglądać też TAK.

W odpowiedzi na pytanie dlaczego komisje rzadko stwierdzają zdarzenie medyczne dziekan ORA we Wrocławiu stwierdził, że wynika to z zawężonej ustawowej definicji zdarzenia medycznego.

Dla mnie jest to główny powód do krytyki tego postępowania.

Ale i Panu mecenasowi zdarzyło się poddać krytyce to postępowanie, mianowicie chodzi o lukę, która świadczy o braku równości w prawach stron. Chodzi o to, że przepisy przewidują udział adwokata po stronie szpitala, wnioskodawcy zaś nie mają wyraźnie zabezpieczonej takiej możliwości (ustawa o tym nie wspomina). Jak przyznał Pan mecenas komisje pełnomocników wpuszczają, jednakże nie mogą zasądzić zwrotu kosztów ich udziału w sprawie.

Pan dziekan ma rację, bo przepisy rzeczywiście są niejednoznaczne i ktoś zapomniał o tym, że wnioskodawca może przecież chcieć mieć pełnomocnika profesjonalistę.

Zgodnie z art. 67 i ust. 2 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw pacjenta:

W posiedzeniach wojewódzkiej komisji, z wyjątkiem części posiedzenia, w trakcie której odbywa się narada i głosowanie nad orzeczeniem, może uczestniczyć podmiot składający wniosek oraz przedstawiciel:

1)   kierownika podmiotu leczniczego prowadzącego szpital, z działalnością którego wiąże się wniosek o ustalenie zdarzenia medycznego;
2)   ubezpieczyciela, z którym podmiot leczniczy prowadzący szpital określony w pkt 1 zawarł umowę ubezpieczenia określoną w przepisach o działalności leczniczej.
Z przepisu wynika, że szpital i ubezpieczyciela może reprezentować przedstawiciel (jest to pojecie szerokie, interesy tych podmiotów może zatem reprezentować nie tylko pełnomocnik profesjonalny – czyli radca prawny, adwokat, ale także członek zarządu, prokurent, księgowy itp.), o przedstawicielu wnioskodawcy nie ma ani słowa.
Problem ten zauważyłam już podczas mojej pierwszej sprawy prowadzonej jako pełnomocnik wnioskodawcy przed Komisją (o czym pisałam tutaj). Napisałam nawet w tej sprawie list do Rzecznika Praw Pacjenta z prośbą o interpretację przepisów, jednak do chwili obecnej odpowiedź do kancelarii nie przyszła.
Po ponad roku działania 16 wojewódzkich komisji widać, że ten tryb postępowania wymaga poprawek w celu zniwelowania błędów i usprawnienia postępowania.
Ciekawa jestem kto pokusi się o stworzenie projektu nowelizacji…

 

 

 

 

17 myśli nt. „O komisjach ds. orzekania o zdarzeniach medycznych – kolejny raz”

  1. Michał napisał(a):

    Równie ciekawie wygląda praca komisji lekarskich orzekających w sprawie upoważnienia chorych do otrzymywania zasiłków rehabilitacyjnych i renty inwalidzkiej.
    Nie zdziw się, jeśli nagle po latach choroby wyzdrowiejesz bo twoja ręka i noga wykonały pełny zakres ruchu – choć Ty zwijałeś się w tym momencie z bólu.
    Nie zdziw się też, gdy lekarz powie Ci, że nie otrzymasz karty parkingowej mimo, że nie możesz przejść więcej niż 30 metrów – bo spacer dobrze Ci zrobi.
    I nie zdziw się też, gdy w orzeczeniu Komisji zobaczysz adnotację, że pijesz codziennie alkohol i nadmiernie palisz papierosy (choć pić alkoholu nie możesz a nie palisz od urodzenia) – więc zasiłek Ci nie przysługuje bo ‘nie jesteś niezdolny do pracy”.

  2. Kasia napisał(a):

    Ta cała komisja jest trochę śmieszna. Niby dadzą odszkodowanie ale zwykle jest ono na odczepne. Uważam że takie sprawy powinien rozstrzygać niezawisły sąd.

  3. Kinga napisał(a):

    Witam , miałam sprawę przed komisją lekarską o zdarzeniu medycznym – zakażeniu gronkowcem po cięciu cesarskim, domagałam się kwoty 60 000 zł, wygrałam po prawie roku dochodzenia sprawy , powołany był biegły,lekarz przyznał się do błędu – nie mycia rąk między badaniem pacjentek po cięciu cesarskim, a szpital zaproponował 1000 zł. Gdybym miała cofnąć czas poszłabym od razu do sądu . Na same dojazdy , na rozprawy i na pełnomocnika wydałam więcej , nie wziełam zadośćuczynienia 🙂 uzbroję się w cierpliwość i pójdę do sądu, ale wiem ,że niejedna osoba odpuści i nie ma zdrowia , aby chodzić po sądach. Zrobię to dla innych i dla moich dzieci , za czas który miał być dla nas najpiękniejszy – był pełęn cierpienia , stresu , łez i niepewności co się wydarzy…

    1. Katarzyna Przyborowska napisał(a):

      Pani Kingo – teraz będzie miała Pani łatwiejszą drogę sądową.
      Niestety procedura nie będzie działać póki winny sam będzie określał ile za swoją “winę” – czyli fakt, że doszło do zdarzenia medycznego zechce zapłacić.
      Pozdrawiam.

  4. Magda napisał(a):

    Witam. Ja tez pani Kingo zostałam zarażona gronkowcem złocistym w szpitalu po cieciu cesarskim. Przyszłam do szpitala na rutynowe ktg a okazało się ze lekarze nie czują tętna mojego dziecka, dlatego decyzja o rozwiązaniu ciąży była natychmiastowa. Jestem pewna że to właśnie wtedy mnie zarazili. Tym bardziej że biegły napisał że w tym samym roku 2 lekarzy i 2 pracowników szpitala było nosicielami tego szczepu gronkowca. Niestety za pierwszym razem przegrałam sprawę przed komisją. Napisałam odwołanie i teraz czekam na wynik chociaż wiem że decyzja będzie podobna :(W jakim szpitalu pani rodziła?pozdrawiam

    1. Katarzyna Przyborowska napisał(a):

      Fiasko przed komisją nie zamyka jeszcze ewentualnej możliwości dochodzenia roszczenia w procesie sądowym.
      Pozdrawiam.

  5. kicia napisał(a):

    Te komisje to porażka!żałuję że tam poszłam, nie słuchali tego co mówię, wzieli strone szpitala mimo że o mało mnie nie wykończyli.Nie obchodzi ich ludzkie cierpienie, tylko fakty które szpital nagina!to jest chore jak cała sluzba zdrowia! napewno pujde do sądu i nie zostawie tego!

  6. Joacar napisał(a):

    Ustawa zawiera masę błędów i niedociągnięć. Komisje miały przyspieszyć uzyskanie odszkodowania a ja bujam się ze szpitalem już prawie 2 lata. Ale przede wszystkim Komisje te nie mają racji bytu jeśli nie ma obowiązku ubezpieczania się szpitali od zdarzeń medycznych. Wygrałam sprawę przed I Komisją i przed II Komisją ( bo szpital się odwołał) a później czekałam na propozycję odszkodowania. Zamiast tego pełnomocnik szpitala w ostatnim ( 30-tym dniu) złożył niezasadną skargę na czynności prawne Komisji. Po 3 miesiącach skarga została odrzucona (tyle Komisja potrzebowała czasu, aby odrzucić niezasadną niczym nie uzasadnioną skargę). Teraz czekam na orzeczenie z uzasadnieniem, a szpital ma ponownie 30 dni od doręczenia im orzeczenia na złożenie mi propozycji. Z tego co się dowiedziałam Szpital, w którym doszło do zdarzenia nie jest ubezpieczony od zdarzeń medycznych więc prawdopodobnie przedstawią mi propozycje nie do przyjęcia, bo będą chcieli żeby i tak odszkodowanie wypłaciło PZU ale z OC. Zatem i tak będę musiał udać się do sądu. I tu znów zaczynają się schody, bo jeśli wystąpię do sądu będę musiała zapłacić około 3-4 tys. zł opłaty od sprawy i pokryć koszty powołania ewentualnych biegłych. Przez błąd lekarza straciłam pracę, jestem na zasiłku dla bezrobotnych ( wiem, że mogę napisać o zwolnienie od kosztów, ale nie wiem czy sąd się do tego przychyli i mnie zwolni). A jeśli nie to skąd mam wziąć pieniądze na sądzenie? Więc wszystko zmierza do tego, że jakby nie było i tak się szpitalowi usra, bo mnie nie będzie stać na opłacenie sprawy. Uważam, że jeśli mam już korzystne orzeczenie o zdarzeniu medycznym to powinnam z urzędu być zwolniona w sądzie od ponoszenia opłaty za sprawę (przynajmniej do pewnej kwoty np. 30 tys. zł). Lekarze nie powinni czuć się bezkarni za popełniane błędy. Teraz z perspektywy czasu żałuje, ze nie poszłam z moim problemem od razu do prokuratury i do Sądu.

    1. Katarzyna Przyborowska napisał(a):

      Nawet jeżeli szpital nie ma polisy obejmującej zdarzenia medyczne (nie znam szpitala, który ją ma) to jeżeli ma Pani orzeczenie komisji o zdarzeniu medycznym, przed pójściem do sądu można próbować likwidacji szkody z OC szpitala.

  7. stella napisał(a):

    Joacar pisze:Skarga została odrzucona ( odrzucona czy oddalona?) “… Teraz czekam na orzeczenie z uzasadnieniem, a szpital ma ponownie 30 dni od doręczenia im orzeczenia na złożenie mi propozycji…” . Nie rozumiem, po co czeka Pani 30 dni? Jeśli szpital nie przedstawił propozycji w terminie 30 dni od doręczenia orzeczenia w wyniku ponownego rozpatrzenia sprawy to winien wypłacić kwotę o jaka Pani wnosiła we wniosku. Termin 30 dni ( zgodnie z art.67k ust.2) liczy się od doręczenia podmiotowi leczniczemu orzeczenia wydanego w wyniku ponownego rozpatrzenia sprawy a nie od dnia doręczenia orzeczenia o odrzuceniu lub oddaleniu skargi o stwierdzenie niezgodności z prawem. Złożenie skargi nie ma tu nic do rzeczy. Skarga nie oddziływuje na treść orzeczenia ( jest ono prawomocne w dniu ogłoszenia i niewzruszalne). Komisja ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych powinna wydać Pani zaświadczenie jeśli po upływie 30 dni od doręczenia podmiotowi leczniczemu orzeczenia wydanego w wyniku ponownego rozpatrzenia sprawy, jeśli podmiot leczniczy nie złożył w tym terminie propozycji, a nie czekać kolejnych 30 dni od doręczenia orzeczenia oddalającego skargę o stwierdzenie niezgodności z prawem. A co Pani na to Pani adwokat? Jakie jest Pani stanowisko w tej kwestii?

  8. magda napisał(a):

    Witam, jestem wezwana w charakterze strony, w celu przesłuchania przed komisję i zastanawiam się czy powinnam przyjść z adwokatem? Składając wniosek myślałam, że to komisja na podstawie dokumentów określi co było, a co nie. Dziś mam wrażenie, że moje koszty rosną a końca nie widać.

    1. Kinga napisał(a):

      Komisje to porażka , szkoda czasu .

    2. stella napisał(a):

      Można z adwokatem, ale nie jest to konieczne. Przewodniczący Komisji będzie zadawał Pani pytania, więc dobrze jest się przygotować merytorycznie i ewentualnie mieć ze sobą jakąś dokumentację na poparcie swoich racji. Przeszłam już całą drogę w Komisji, więc mogę coś podpowiedzieć, gdyby miała Pani jakieś wątpliwości proszę pisać na: [w sprawie reklamy proszę napisać do autorki bloga]. Pozdrawiam i życzę dużo wytrwałości w walce o odszkodowanie. Stella

      1. KtośKtoś napisał(a):

        Witam, czy możesz opisać szerzej całą ‘drogę’ przejścia przez komisje? Ja jestem na etapie 2 posiedzenia (1 jawnego), na którym stawiennictwo nie jest obowiązkowe.

  9. Kinga napisał(a):

    Witam , ja mam swojego adwokata, niestety po ostatniej rozprawie przegrałam – sąd w ogóle nie wziął pod uwagę dwóch moich wygranych przed komisją . Szkoda czasu i nerwów, ale były to moje doświadczenia prawne :).

  10. KtośKtoś napisał(a):

    Stella możesz opisać coś więcej na temat postępowania komisji, co należy zrobić?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *