Rozstrój zdrowia poszkodowanego a zadośćuczynienie dla bliskich. Ważny wyrok SN

Marzec 28th, 2018

Wczoraj Sąd Najwyższy podjął w składzie 7 sędziów bardzo ważną uchwałę dotyczącą zadośćuczynienia dla osób najbliższych, w przypadku gdy poszkodowany doznał poważnego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia.

Sąd Najwyższy zajął się sprawą na wniosek Rzecznika Finansowego, do tej pory bowiem w tego typu sprawach zapadały różne orzeczenia. Czasami sądy uwzględniały roszczenia osób najbliższych, często jednak takie roszczenia były oddalane, a sądy wskazywały, że przepisy nie dają możliwości zasądzania zadośćuczynienia osobom poszkodowanym pośrednio.

Uchwała składu 7 sędziów Sądu Najwyższego z dnia 27.03.2018 (III CZP 36/17)

Sąd może przyznać zadośćuczynienie za krzywdę osobom najbliższym poszkodowanego, który na skutek czynu niedozwolonego doznał ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu.

W jakiego typu sprawach najbliżsi poszkodowanych będą mogli występować z własnymi roszczeniami?

Chodzi przede wszystkim o sprawy związane z uszczerbkiem na zdrowiu w wyniku błędu medycznego (najczęściej chodzi o błędy okołoporodowe) lub pozostającego w związku z wypadkiem komunikacyjnym.

Sąd, na podstawie art, 448 k.c. będzie mógł przyznać zadośćuczynienie najbliższym poszkodowanego tj. rodzicom, rodzeństwu czy dziadkom, w zależności od sytuacji.

Odszkodowanie może przysługiwać za naruszenie dobra osobistego takiego jak więzi rodzinne i emocjonalne (ich zerwanie), prawo do życia w rodzinie (prawo do niezakłóconego życia w pełnej rodzinie, brak możliwości kształtowania prawidłowych relacji rodzinnych).

Przykłady

Do tej pory sądy przyznawały zadośćuczynienia w sprawach, w których poszkodowany w wypadku lub w wyniku błędu medycznego był osobą np. w utrwalonym stanie wegetatywnym (sąd przyznał zadoścuczynienie malutkim dzieciom, których matka wychowująca je samotnie znalazła się w takim stanie w wyniku błędu medycznego), z dziecięcym porażeniem mózgowym (błędy okołoporodowe – zadośćuczynienie dla rodziców),  z poważnymi obrażeniami ciała powodującymi niezdolność do samodzielnej egzystencji (zadośćuczynienie dla rodziców i siostry dziewczynki, która odniosła ciężkie obrażenia w wypadku).

Dzięki tej uchwale sądom będzie łatwiej przyznawać tego typu zadośćuczynienia, oczywiście jeżeli uznają roszczenie najbliższych za zasadne.

500 tysięcy zadośćuczynienia za błąd okołoporodowy

Marzec 21st, 2018

Siedzimy w kawiarni niepodal sądu. Rodzice Adasia (imię zmienione) próbują ochłonąć, po tym co jeszcze 20 minut wcześniej mówił do nich sędzia podający ustne motywy wydanego  właśnie wyroku.

Wyrok – 500 tysięcy

Sąd po kilku latach procesu zasądził na rzecz ich synka 500 tysięcy zadośćuczynienia, kilkadziesiąt tysięcy oszkodowania oraz comiesięczną rentę, uznając, że lekarze opiekujący się matką powoda przed porodem popełnili błędy, których następstwem jest niepełnosprawność chłopca.

Żądanie pozwu było wyższe, a sąd uwzględnił je częściowo przyznając przy tym, że gdyby uznał, że personel szpitala dopuścił się błędów także w czasie porodu to wysokość zadośćuczynienia byłaby wyższa.

Czy 500 tysięcy zadośćuczynienia to dużo biorąc pod uwagę, że kwota ta razem z rentą ma starczyć Adasiowi na całe życie? – zapytał w końcu tata.

Nie jest to mało, a o tym jak miarkować wysokość zadośćuczynienia wypowiadał się w wyroku z 7 grudnia 2017 r. Sąd Najwyższy (I PK 337/16):

W przypadku uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia należy wziąć pod uwagę, między innymi, rodzaj i stopień intensywności cierpień fizycznych lub psychicznych, czas ich trwania, nieodwracalność skutków urazu, wpływ skutków urazu na dotychczasowy styl życia pokrzywdzonego, rodzaj dotychczas wykonywanej przez niego pracy zarobkowej, szanse na przyszłość, a także poczucie nieprzydatności społecznej czy wywołaną następstwem deliktu bezradność życiową pokrzywdzonego. Zwraca się przy tym uwagę na konieczność zachowania niezbędnej równowagi między kompensacyjną funkcją zadośćuczynienia a koniecznością uwzględnienia materialnego poziomu życia i dochodów społeczeństwa. Określenie sumy zadośćuczynienia należnego poszkodowanemu, jako ściśle zależne od okoliczności faktycznych każdego indywidualnie rozpatrywanego przypadku, jest objęte sferą swobodnej oceny sądu rozpoznającego sprawę, co oczywiście nie oznacza jej dowolności.

Sama również poruszałam temat wysokości zadośćuczynienia na blogu, np. w tym wpisie.

Mam Adasia zastanawiała się natomiast czy warto jest wnieść apelację i podtrzymać pierwotne żądania. Wiadomo nie od dzisiaj, że na rozpatrzenie sprawy w sądzie apelacyjnym czeka się bardzo długo. Gdybyśmy apelację złoźyli, a nie zrobiłby tego szpital, to sami przedłużylibyśmy oczekiwanie na pieniądze.

Poza tym trzeba wiedzieć, że w apelacji trzeba dokładnie uzasadnić dlaczego uważamy, że Sąd I instancji przyznał zbyt niskie zadośćuczynienie. Nie wystarczy samo poczucie, że kwota jest zbyt niska i liczyliśmy na więcej.

To w jakich okolicznościach sąd apelacyjny może zmienić wysokość zadośćuczynienia wyjaśnił bardzo przejrzyście Sąd Apelacyjny w Katowicach w wyroku z dnia 11.10.2017 ( V ACa 928/16):

Zmiana wysokości zadośćuczynienia w drodze kontroli instancyjnej może nastąpić wyłącznie wtedy, gdy w świetle ustalonych w sprawie okoliczności faktycznych zasądzona kwota jawi się jako niewspółmierna do doznanej krzywdy i to w stopniu rażącym. Ponieważ ocena ta następuje zawsze in concreto, wyliczenia dokonane na podstawie orzeczeń zapadłych w innych sprawach, nawet o zbliżonym stanie faktycznym, na które zresztą pozwana obszernie powołuje się w swej apelacji, nie mają żadnego znaczenia praktycznego. Istotne jest jedynie to, czy z uwagi na rodzaj doznanych obrażeń i ich skutki w sferze zdrowotnej, osobistej, rodzinnej i zawodowej, przy uwzględnieniu stopy życiowej społeczeństwa jako kryterium pomocniczego, a także zasady jednorazowości zadośćuczynienia, zasądzona kwota jest adekwatna do krzywdy powódki czy też pozostaje rażąco wygórowana.

Sąd Apelacyjny w Lublinie natomiast stwierdził, że “sąd odwoławczy może dokonać korekty zasądzonego przez sąd pierwszej instancji zadośćuczynienia wtedy, gdy sąd ten nie uwzględnił wszystkich okoliczności i czynników uzasadniających wyższe świadczenie (błąd “braku”) albo niewłaściwie ocenił całokształt tych, należycie ustalonych i istotnych okoliczności (błąd “dowolności”), w rezultacie czego zadośćuczynienie zostało określone w rażąco wysokiej bądź też niewspółmiernie niskiej sumie w stosunku do rzeczywistej krzywdy (wyrok z dnia 20.09.17; I ACa 1085/16).

Ostatecznie apelację od wyroku złożyły obie strony.

I teraz ciekawostka – jak Państwo myślą, ile obecnie trwa rozpatrywanie spraw cywilnych w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie???

Pozostawienie ciała obcego w polu operacyjnym

Luty 18th, 2018

Wydaje się to nieprawdopodobne, ale pozostawienie ciała obcego w polu operacyjnym to jeden z częstszych przypadków zaniedbań związanych z zabiegami operacyjnymi. W tym zakresie dysponujemy bogatym orzecznictwem, z kilkudziesięciu już lat.

Media donoszą

O takich przypadkach donosi też prasa – W ciele kobiety po zabiegu pozostawiono chustę. Ostatnio głóśno jest o sprawie 1,5 rocznej dziewczynki, która ma igłę w oskrzelach. Nie wiadomo jednak, czy jest to zaniedbanie personelu szpitala, bowiem prokuratura jest na etapie postępowania w sprawie.

Pozostawienie ciała obcego w polu operacyjnym (chusty chirurgicznej, gazika, kawałka narzędzia, igły itp) uzasadnia przyjęcie odpowiedzialności przez podmiot leczniczy, w którym przeprowadzono zabieg. Uznaje się bowiem, że personel medyczny przeprowadzał oerację bez zachowania zasad należytej staranności.

Piszę personel medyczny, bo wbrew pozorom pozostawieniu ciała obcego w polu operacyjnym nie zawsze będzie winny  lub wyłącznie winny operator.

Jako przykład można podać orzeczenie Sądu Okręgowego w Poznaniu, gdzie w sprawie karnej chirurg  oskarżony o  narażenie  pacjentki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz na powstanie szeregu powikłań poprzez pozostawienie w polu operacyjnym chusty chirurgicznej został skazany na grzywnę (IV Ka 511/16 z dnia 06.07.2016).

Proces cywilny

Nie zawsze jednak pokrzywdzony pacjent składa zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Częściej toczą się procesy cywilne, w których pacjenci dochodzą przede wszystkim zadośćuczynienia za ból, cierpienie i rozstrój zdrowia (często konieczny jest kolejny zabieg chirurgiczny, aby wyjąć ciało obce), odszkodowania czy renty.

Zasadzane kwoty bywają różne i obecnie, na podstawie orzecznictwa można stwierdzić, że oscylują w granicach 50.000 zł – 200.000 zł w zależności od stopnia uszczerbku na zdrowiu pacjenta.

Powrót

Styczeń 29th, 2018

Witajcie 🙂

O tym, że na tym blogu nie pisałam juz bardzo długo (niespełna rok) przypomniała mi moja praktykantka, która wybrała moją kancelarię właśnie ze względu na specjalizację w prawie medycznym. Dzisiaj mój powrót. 🙂

Tak naprawdę to cieszę się, że zajmuję się właśnie tą dziedziną prawa. Nie sądziłam, że wiedza zdobyta przez lata przyda mi się bardzo prywatnie i w praktyce pozwoli ocenić poprawnie błąd diagnostyczny na mojej osobie.  Na własnej skórze przekonałam się jak to jest być mamą wcześniaka. Całe szczęście, teraz mogę powiedzieć, że wszystko zakończyło się szczęśliwie.

Okres mojego milczenia na blogu obfitował w ciekawe sprawy związane z prawami pacjentów i błędami medycznymi. Napiszę o nich już niebawem.

 

Jak ratować ofiary nieudanych zabiegów medycyny estetycznej? Newsweek 9/2017

Luty 20th, 2017

Jak ratować ofiary nieudanych zabiegów medycyny estetycznej?Pamiętacie mój wpis nt. błędów medycznych w medycynie estetycznej?

Newsweek 9/2017

Ten temat na warsztat właśnie wzięły Renata Kim i Ewelina Lis z Newsweeka. W najnowszym numerze tygodnika (9/2017) znajdziecie Państwo ciekawy artykuł “Kalafiory zamiast ust”, w którym autorki opisują błędy, do których dochodzi, gdy mamy do czynienia z osobami bez odpowiedniej wiedzy z zakresu medycyny estetycznej.

W artykule kilka słów mojego komentarza:

– Prawda jest taka, że firmę szkoleniową, która będzie organizowała kursy dla kosmetyczek, może dziś założyć każdy. To nie jest licencjonowane – mówi Katarzyna Przyborowska, właścicielka warszawskiej kancelarii Lege Artis, autorka bloga Medyczneprawo.pl. Uważa, że problem bierze się stąd, że medycyna estetyczna nie jest w Polsce w żaden sposób sformalizowana: – Nie ma uregulowań prawnych: co powinna umieć kosmetyczka, co może robić, a czego nie. Więc tak naprawdę każdy może wykonywać ten zawód.

Do jej kancelarii przychodzą osoby oszpecone na skutek nieudanych zabiegów, ale kiedy słyszą, jak trudne jest dochodzenie roszczeń i jak mizerny może być efekt, zwykle rezygnują. – Za zabieg zapłaciły 400-500 zł, wolą machnąć ręką na taką sumę. Decydują się na proces dopiero wtedy, gdy chodzi o coś poważnego, na przykład źle wykonane operacje powiększania piersi. Zresztą prokuratorzy też nie bardzo chcą się tym zajmować. Wszczynają postępowanie, kiedy klient ma poważny uszczerbek na zdrowiu – mówi Przyborowska. – W kodeksie karnym zdefiniowany został on tak: pozbawienie zdolności płodzenia, wzroku, węchu. Zapalenie skóry po wizycie u kosmetyczki to nie jest poważny uszczerbek.

O tym, kto może wstrzykiwać botoks czy kwas hialuronowy możecie Państwo przeczytać tutaj.

Obiecuję, że jeden z kolejnych wpisów na blogu będzie poświęcony dochodzeniom roszczeń z tytułu błędów w medycynie estetycznej.

W czym może Ci pomóc radca prawny?

Luty 18th, 2017

W czym może Ci pomóc radca prawny? To pewnie zależy od jego specjalizacji, która mam nadzieję w moim zawodzie staje się normą.

Ja np. mogę być Twoim pełnomocnikiem w sprawach sądowych związanych z błędem medycznym, mogę Cię reprezentować przed Wojewódzkimi Komisjami ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych, czy wspierać Cię w procesie karnym, w którym będziesz występował jako tzw. oskarżyciel posiłkowy.

Poniżej zamieszczam krótki spot przygotowany przez OIRP w Toruniu, który pokazuje w czym my – radcowie prawni możemy Ci pomóc.

 

Pacjent nie pyta, lekarza gubi rutyna – wywiad

Luty 6th, 2017

Pacjent nie pyta, lekarza gubi rutynaPacjent nie pyta, lekarza gubi rutyna - wywiad – tak krótko można streścić rozmowę ze mną, która ukazała się w magazynowym wydaniu Nowości (gazeta wydawana w Toruniu, z którym byłam związana przez wiele lat) w piątek 3.02.2017 r.

Pretekstem do rozmowy była śmierć dziewczynki, której zbyt późno udzielono właściwej pomocy. O tej sprawie pisałam w swoim poprzednim poście.

Poniżej treść rozmowy:

Przychodzi do Pani klient lub klientka i mówi: Proszę się zająć tą sprawą. Lekarze popełnili błąd. Jakie to zazwyczaj sytuacje?
Bardzo często w rodzinie jest wielki żal, że pacjentem zaopiekowano się niewłaściwie np. zbyt długo czekał na SORze,  odsyłano go od lekarza do lekarza, wcześniej było pogotowie. Słyszymy o przypadkach, że pacjent jest wypisywany do szpitala​,​ a po tygodniu do niego wraca i umiera. Pojawia  się więc pytanie: Czy przy  tym pierwszym pobycie leczenie było właściwe i czy należało pacjenta ​ze szpitala ​wypisać? Rodzina ma wątpliwości i od razu zarzuca lekarzom błąd, ale trzeba powiedzieć, że nie w każdej sprawie ten błąd ​medyczny ​występuje. Bywa też tak, że pacjent mógł chorować na chorobę, która nie była leczona, była gdzieś przegapiona, a lekarz pierwszego kontaktu nic nie zauważył i nie skierował ​pacjenta choćby ​na badania.
Czy jeśli podejrzewa się, że lekarze popełnili błąd i doszło do śmierci pacjenta, to sekcja zwłok to potwierdzi?
Nie na wszystkie pytania odpowie sekcja zwłok. Sekcja powinna nam odpowiedzieć, na co pacjent zmarł. Może też dać odpowiedź czy były jeszcze jakieś stany chorobotwórcze  wewnątrz ciała​.
W środę taka sekcja została przeprowadzona u 7-letniej Nikoli. Dziewczynka zmarła w szpitalu w Chełmży. Wcześniej była leczona przez kilka dni na tzw. jelitówkę. Przygląda się Pani tej sprawie. Myśli Pani, że ten przypadek można zakwalifikować jako błąd medyczny?
 Nie znam wszystkich szczegółów tej sprawy​, nie widziałam dokumentacji medycznej​, ale wydaje mi się, że tu problemem może być błąd diagnostyczny lub terapeutyczny. Pojawia się np. pytanie, czy gdyby dziewczynka zażyła lek przepisany od lekarza na pogotowiu, to  dziś by żyła? Rodzice zasugerowali się opinią pierwszego lekarza.  Biegli będą mieli ciężki orzech do zgryzienia.
Dziecko podczas tej pierwszej wizyty nie miało robionych żadnych badań. Pani doktor od razu przepisała leki. Lekarzy gubi rutyna?
To jedna rzecz, ale warto powiedzieć o przepracowaniu. To kwestia przemęczenia, tego, że  lekarze nie mają zapewnionych 11 godzin​ ciągłego​odpoczynku.  Lekarzy​, a szerzej – personelu medycznego​też brakuje. W tym momencie o błąd, czy zaniedbanie jest łatwo. Prawnicy zajmujący się sprawami medycznymi​ nie są lekarzami, nie mają wiedzy medycznej, ale zajmując się takim sprawami powoli ją nabywają. Jeśli pacjent nie miał ​zrobionych np.​podstawowych badań to już można mówić o jakimś ​zaniechaniu.
Kilka dni temu pisaliśmy o sprawie chłopca, którego rodzice walczą o odszkodowanie, ponieważ w dzieciństwie stracił jądro. Lekarka nie zleciła usg. To jest powód, dla którego warto walczyć?
Jak najbardziej. Jeżeli standard postępowania mówi, że należy zrobić usg, a tego usg nie było, to jest to błąd w sztuce. Gdyby usg  było zrobione ,a  wynik byłby niejednoznaczny, to być może chłopiec nie straciłby tego jądra. Problem jest, bo chodzi o płodność.
Dlaczego lekarze nie zalecają podstawowych badań? Z drugiej strony, dlaczego pacjenci sami ich nie egzekwują? Jesteśmy za mało wyedukowani?
Może nie za mało wyedukowani. Jeśli  pacjent  albo jego rodzina  są ​dociekliwi, to są gorzej traktowani w szpitalu.  W Polsce wielu lekarzy ma podejście, że to  oni wiedzą najlepiej i są osobami decydującymi. Pacjent  ma się nie wtrącać i przyjmować wszystkie zalecenia. Nie ma u nas bezpośredniej komunikacji lekarz – pacjent. Co więcej, jeśli lekarz udziela informacji to odbywa się to na zasadzie: Zrobimy to, trzeba podać to.  Nie ma pokazanych alternatyw, że można zrobić takie badanie, czy skierować pacjenta do innego szpitala. Nie każdy lekarz tak postępuje, ale  z czegoś te błędy, czy zaniechania wynikają.
Jakie sprawy związane z kwestiami medycznymi Pani prowadziła?
Jakiś czas temu wygrałam sprawę przeciwko szpitalowi niedaleko Torunia.  Chodziło o kwestie okołoporodowe i złe potraktowanie pacjentki. Ginekolog nie dopełnił swoich obowiązków i został skazany. Już tam nie pracuje.  Teraz mam np.​ sprawę​ związaną z powikłaniami po bardzo prostej operacji zaćmy, ​jest coraz więcej spraw związanych​ z medycyną estetyczną, co więcej z ginekologią estetyczną. Najwięcej jest takich spraw, ​gdzie pacjent teoretycznie zdrowy wchodzi do szpitala, a po tygodniu, czy dwóch umiera.
To trudne sprawy?
Tak, ponieważ często takie sprawy długo trwają i wywołują potężne emocje u osób na sali sądowej, które muszą wrócić do traumatycznych przeżyć.  Słuchanie lekarzy, którzy bardzo często nie poczuwają się do winy i nie powiedzą zwykłego słowa przepraszam, sprawia, że burzy się krew w żyłach.

 

W Chełmży zmarło dziecko. Kto zawinił?

Styczeń 31st, 2017

zmarło dzieckoWczoraj media obiegła wiadomość o ogromnej tragedii – w szpitalu w Chełmży zmarło dziecko, która prawdopodobnie chorowało na jelitówkę. Przez kilka dni lekarze badający dziewczynkę przepisywali leki i odsyłali je do domu.

Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że winnym jest szpital (jakiś czas temu prowadziłam sprawę, w której lekarz tego szpitala został prawomocnie skazany za błąd medyczny, a poszkodowanej pacjentce sąd cywilny zasądził całe żądane przez nas roszczenie), ale sprawa nie jest taka oczywista. Dziecko wpierw przez kilka dni trafiało do pediatry w ośrodku zdrowia, rodzice byli także na pogotowiu.

W takiej sprawie najważniejsze jest szybkie zabezpieczenie dowodów – sekcja zwłok zlecona przez prokuratora, zabezpieczenie dokumentacji medycznej dziecka ze wszystkich placówek, w których ostatnimi dniami była leczona, zabezpieczenie wyników badań (jeżeli są), monitoringu w placówkach, umiejętne przesłuchanie personelu medycznego….To na tym zebranym materiale będą pracować biegli, którzy będą musieli rozwikłać przyczynę śmierci dziewczynki, oraz to, czy nie popełniono błędu terapeutycznego czy diagnostycznego, a jeżeli tak, to kto jest temu winny.

Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy. Została jeszcze cierpiąca rodzina. Strata dziecka to często ciężar nie do udźwignięcia bez profesjonalnego wsparcia psychologicznego.

 

Spotkanie konsultacyjne w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich

Styczeń 30th, 2017

Dostałam zaproszenie od Rzecznika Praw Obywatelskich na spotkanie konsultacyjne w sprawie problemów, z jakimi borykamy się my – pacjenci.

Przyznam, że bardzo popieram takie inicjatywy i chętnie pójdę na konsultacje.

Co prawda zaproszenie wysłano na stary adres kancelarii (nowy to Warszawa, Barska 5/42), ale najważniejsze, że dotarło 🙂

Gdybyście mięli jako pacjenci tematy, które warto poruszyć na takim spotkaniu – piszcie w komentarzach.

spotkanie konsultacyjne w biurze RPO

7 powodów dla których Wojewódzkie Komisje ds. Zdarzeń Medycznych są nieefektywne

Styczeń 9th, 2017

Wojewódzkie Komisje do Spraw Orzekania o Zdarzeniach Medycznych funkcjonują już 4 lata. Miały odciążyć sądy i usprawnić przyznawanie rekompensat poszkodowanym wskutek zdarzeń medycznych pacjentom.

W praktyce Komisje okazały się mało skuteczne i wymagają dużej reformy, jeżeli system ten ma działać prawidłowo.

Mając doświadczenie w prowadzeniu spraw przed kilkoma Komisjami śmiało mogę powiedzieć, że czasami po prostu nie warto kierować tam roszczeń, bo jest to zwyczajnie nieopłacalne. Oto 7 moim zdaniem najważniejszych powodów:

  1. Wojewódzkie Komisje ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych nie mają narzędzi do sprawnego prowadzenia postępowań, a jeżeli je mają, to z nich nie korzystają. Przykład 1: W jednej ze spraw na opinię biegłego czekaliśmy 14 miesięcy, Komisja nie miała żadnego narzędzia dyscyplinującego pana biegłego; całość postępowania trwała 2,5 roku. Przykład 2. Komisje mogą przeprowadzać postępowanie wyjaśniające w podmiocie leczniczym prowadzącym szpital oraz dokonywać wizytacji pomieszczeń i urządzeń szpitala. W praktyce jeszcze nigdy nie spotkałam się ze sprawą, w której Komisja dokonałaby wizytacji szpitala lub prowadziła w nim postępowanie wyjaśniające. Przykład 3. W lipcu 2016 roku Komisja wydała orzeczenie w sprawie mojej Klientki. Na uzasadnienie czekaliśmy prawie 5 miesięcy (przyszło w grudniu 2016 r.).
  2. Warunki prac Wojewódzkich Komisji – bardzo często problemem jest zgranie grafików członków Komisji z wolną salą (często Komisja ma tylko jedną salę do prowadzenia postępowań). Zdarza się, że posiedzenia odbywają się bardzo późno, poza godzinami pracy Urzędów Wojewódzkich. Mankamentem są także warunki, w jakich strony oczekują na swoje posiedzenie na korytarzach urzędów. Normą jest brak krzeseł czy ławki na której można usiąść (a wnioskodawcami nierzadko są osoby chore) i poczekać. Ale za to można sobie pooglądać piękne sufity 😉
  3. Jeżeli zdarzenie medyczne miało miejsce poza szpitalem – np. w przychodni przyszpitalnej Komisja sprawą się nie zajmie.
  4. Komisje nie mają kompetencji, by badać czy doszło do naruszenia podstawowych praw pacjenta. Nawet jeżeli w naszej sprawie szpital złamał te prawa (jak choćby prawo do informacji) Komisja nie może uznać tego za zdarzenie medyczne, co zamyka możliwość żądania zadośćuczynienia z tego tytułu przed Komisją.
  5. Brak koncentracji materiału dowodowego i wyznaczanie niepotrzebnych posiedzeń. Zdarza się, że Komisje zamiast wezwać kilku świadków na posiedzenie wzywają jednego i dopiero po przesłuchaniu tego jednego decydują, czy przesłuchiwać kolejnych, co wiąże się z wyznaczeniem kolejnego posiedzenia i przedłużeniem postępowania. Wnioskodawcy nikt nie zwraca kosztów dojazdu, nawet w przypadku orzeczenia pozytywnego. Inny aspekt tego problemu to fakt, że Komisje często oddalają ważne wnioski dowodowe (np. o dowód z opinii biegłego), co w praktyce powoduje przeciągnięcie postępowania i rozstrzyganie przez Komisję w zmienionym składzie.
  6. Nierówność stron. Pacjent – wnioskodawca bez pomocy profesjonalnego pełnomocnika specjalizującego się w prawie medycznym czuje się na Komisji często niczym petent. Nie wie kiedy zabrać głos, jakie wnioski dowodowe może składać, a pytań do świadka-lekarza zazwyczaj nie ma, bo nie wie jakie ma zadać.
  7. Żenujące propozycje rekompensaty ze strony szpitali. Często moi Klienci narzekają na ten aspekt, że to  obiektywna Komisja powinna wyznaczać wysokość zadośćuczynienia/odszkodowania – wnioskodawcy częściej by je przyjmowali. Wówczas Komisje przestałyby być swoistym przedsądem i  w miarę tanim sposobem na zdobycie dowodów.